Sadownictwo francuskie

śliwki

Sytuacja we Francji

Przedstawicielem prądu czysto francuskiego był prof.
z Krakowa. W chwili wystąpienia na widownię prof.
panowały w Warszawie poglądy bardzo optymistyczne na
stan sadownictwa w Polsce i na wyniki 25-letniej propagandy sadownictwa
prowadzonej przez redakcję oraz przez
Warszawskie Tow.. Szły do Petersburga sprawozdania,
które były przez tamtejsze Ministerstwo Rolnictwa ogłaszane drukiem,
3), opiewające, że mamy (wówczas!) w Kongresówce około
40.000 dziesięcin (80.000 morgów) sadów, z czego połowa powstała
w ostatnim dziesięcioleciu, oraz nowy skup porzeczek ,że pokrywamy całkowicie własne duże
zapotrzebowanie, znaczne zaś nadwyżki sprzedajemy do Galicji, do
Petersburga i do Moskwy.

Wbrew temu, prof. stwierdza we wstępie do swej głównej
pracy, że „ani w Królestwie, ani w Galicji produkcja miejscowa
nie wystarcza na pokrycie własnego zapotrzebowania, wskutek czego
płacimy daninę za owoce krajom ościennym’*. Wskazuje też na przyczyny
tego stanu rzeczy i cena fasoli leci w górę.

Obraz ten żywo przypomina ręką księdza namalowany
obraz sadownictwa w Polsce w końcu wieku:
„nie zapobiega się uszkodzeniom, nie pomaga się urodzajności,
czeka się, aby kiedy się zrodzą owoce, one tylko gotowe
jak Adam w Raju zrywać, i powoli, co kiedyś umiejętna ręka
uczyniła sadem, staje się zasadzonym lasem. 1).
Niestety, obraz narysowany przez był aż nadto
prawdziwy, ale tylko jeżeli patrzeć z punktu widzenia sadownictwa
dochodowego. Z tego punktu widzenia nic się nie zmieniło od czasów. Powstały jednak liczne dobrze prowadzone sady amatorskie
i amatorska uprawa drzew zrobiła niewątpliwe postępy.

Czynnik ekonomiczny

Ale prof. chodzi przede wszystkim o ekonomiczną
stronę sadownictwa. Przede wszystkim ogłoszenie kupie śliwki stały się bardzo popularne. Był on pierwszym, któremu wyraźnie i jasno
chodziło o zbudowanie w Polsce sadownictwa dochodowego. Książka
A. o, 2), napisana o kilka lat wcześniej nie wyszła poza
Wielkopolskę i była właściwie, o ile chodzi o jabłoń i gruszę, tylko
doborem i opisem odmian, bardzo dobrym, zapewne najlepszym
w Polsce, ale nie była niczym więcej. O pracy prof. tak
pisał w r. w Ogrodniku:
„Nie jest ona nową, bo znaczną większość tego, co w niej
znajdujemy, wypowiedzieli już poprzednicy autora. Ale on sam
dodał też niejedno, a resztę przyswoił sobie gruntownie, odczuł,
przemyślał1*.
Musiało jednak to „niejedno, co dodał, zrobić wrażenie, skoro
czytamy dalej w tej samej recenzji.